czwartek, 11 stycznia 2018

Noł mejkap, noł spina

... to powinno być moje nowe motto życiowe. Ostatnio uczyniłam coś złego, bardzo złego, bo później zastanawiałam się: ZA CO? Dlaczego? I właściwie to w imię czego?

Życie w dużym mieście jest trudne. Cholernie. Pędzi tak szybko, że mrugniesz okiem, a już działasz na uaktualnionym systemie 2018. Zapominasz o sobie, o tym, że w sumie umiesz myśleć niesztampowo i podążasz za utartymi schematami każdego dnia. Wychodzisz do pracy, robisz co musisz, wracasz i kładziesz się spać. Czy wiesz, że są ludzie, którzy po pracy mają czas na życie i zjedzenie kolacji w porze kolacji, a nie wczesnego śniadania? Zastanawiasz się czasami jaki ma to wpływ na Twoje samopoczucie, a dalej na zdrowie? Wtedy na przeciw zjawią się ONE... Wjeżdżają całe na biało i to na pięknym lśniącym koniu: diety, detoksy, cuda na kiju. A Ty łykasz wszystko po kolei, a w sumie i tak dalej nie widzisz sensu tego działania. 

Tajemnicą nie jest to, że mam problemy ... głównie z cerą (no i z głową: od czasu do czasu ;)). Podłoże tych problemów jest różne (pamiętajcie mówimy o cerze, nie o głowie): hormony, stres, nieregularne, czasem szitowe posiłki. Staram się jeść zdrowo, tak więc nie cała dieta stanowi problem, a tylko pokarmy, które powinnam wyeliminować, ale tego nie robię, bo jestem uparta i lubię jeść. 

Ostatnio stan mojej cery się poprawił. Po krótkiej analizie, okazało się, że całkowicie nieświadomie z mojej diety  wyeliminowałam kilka produktów takich jak:  banany, czarna herbata, produkty nabiałowe. A to niespodzianka! 

Wciąż nie jest idealnie, ALE do rzeczy! Idąc za tymi zmianami, trochę za namową: spróbuj, podobno ludziom pomaga - postanowiłam przetestować detoks, czytaj: post warzywno-owocowy. Naczytałam się na facebook'u i w Internetach o cudach, które dokonują się w organizmie po przebytym poście. Dodatkowo po świętach czułam się nieco... ciężka. 

Nie zrozumcie mnie źle, nie krytykuję osób, które stosują post dr Dąbrowskiej, może trochę Was podziwiam, że dajecie radę. Do tej pory nie mogę uwierzyć w to, że ludzie wytrzymują na tej diecie 42 dni. Ja wytrzymałam do 18:00 (tak wiem, śmieszne), ale już obiad był dla mnie udręką. Być może to kwestia nastawienia, ale mi osobiście chciało się płakać, ponieważ obrzydzałam sobie najfajniejszą dla mnie czynność: gotowanie (no i jedzenie)!
I wciąż uważam, że wiele można osiągnąć dzięki odpowiedniej motywacji. Mówiąc to mam na myśli motywację nie napompowaną namawiam innych, czy modą. Tylko prawdziwej, silnej woli, bo w czymś widzimy cel. Ja go przestałam widzieć, kiedy zdałam sobie sprawę, że obrzydzam sobie podstawową czynność życiową. Bo przecież nie wmówię sobie, że guacamole z brokuła, to PRAWIE guacamole z awokado.  

Bardzo lubię warzywa, jem ich dużo więcej niż mięsa, bez którego potrafię funkcjonować tygodniami, no ale tym nieszczęsnym bananem nie pogardzę. Potrafię się zorganizować i codziennie mieć w pracy pudełko z domowym posiłkiem na drugie śniadanie i obiad. Nie raz juz to sobie udowodniłam. 

Zrozumiałam, że nie to jest moim problemem, że nie warto się męczyć i nie mieć przyjemności z jedzenia. Nie mam problemu z wagą, aby musieć się tak katować. Morał z tej opowieści jest taki, aby obserwować swoje ciało, obiektywnie ocenić swoje grzeszki i stopniowo je wyeliminować. Nie podążaj za namowami, za presją, za MODĄ, bo się przejedziesz, tak samo jak ja. Po prostu tego nie rób! 

Kiedy czujesz się źle zrób coś, co sprawi Ci przyjemność, a nie dodatkowo zestresuje, bo zjesz coś co jest niedozwolone. To oklepane, ale mam wrażenie, że często zapominamy o prostych rozwiązaniach, takich jak: spacer, kąpiel w wannie w ciągu dnia, sauna, rower, albo ulubiony zielony sok.

Spróbuj mojego sposobu na detoks po pracy, czyli zielony sok:
pęczek natki pietruszki
garść kostek lodu
500 ml wody
pół cytryny obranej ze skóry i białych błonek (możesz wycisnąć sok, ja akurat obieram jak mandarynkę i wkładam do blendera)
*łyżka miodu dla osłody (opcjonalnie)

Wszystkie składniki, oprócz wody, zmiksuj w blenderze. Następnie stopniowo dodawaj wodę. Lód powinien sprawiać, że pietruszka gładko się zmiksuje. 

Jeżeli doceniasz powolne chwile z kubkiem kawy, docenisz też te z sokiem z pietruszki. Mnie stawia na nogi i wprawia w pozytywny nastrój.

Nigdy nie byłam dobra w dietach, tak więc pora raz na zawsze, głośno zakomunikować: nigdy więcej.  Nie ma, że nowy rok, nowa ja. Proszę Cię, sam/a w to nie wierzysz prawda?! Na marginesie, po co zdrowe odżywianie nazywać dietą?!

piątek, 22 grudnia 2017

Prezenty na ostatnią chwilę - Christmas box

Nie jestem typem osoby, która przygotowuje się do świąt w ostatniej chwili. W tym roku nie było inaczej, ale nie ukrywam, że mrugnęłam okiem, a to już końcówka grudnia. 
Pamiętam, jak byłam nastolatką i kombinowałam z prezentami, zostało mi tak do tej pory. Bardzo lubię przygotowywać prezenty sama. Uśmiech na twarzy bliskich to dla mnie najlepsze wynagrodzenie ciężkiej pracy. To chyba miłe dostać takie spersonalizowane pudełko.

Zaletami christmas boxów, które przygotowałam w tym roku są: szybkość w przygotowaniu, budżet zależy od Ciebie,  a przede wszystkim, aby je odpowiednio skompletować i zapakować trzeba włożyć wysiłek. Poniższe pomysły są na tyle uniwersalne, że przydadzą się nie tylko na Święta.

Słoik relaksu
 Do przygotowania potrzebujesz:
duży słoik (jak sama nazwa wskazuje)
dwa rodzaje dobrej herbaty (łącznie 12 torebek)
pierniczki
mini dżem i miód
torebki strunowe i sznurek
pięknej wstążki
W tym przypadku użyłam dwóch rodzajów herbat, które włożyłam do małych torebek strunowych i przewiązałam sznurkiem, aby ładnie się prezentowały. Pierniczki wyjęłam z pudełka i również zawiązałam sznurkiem. Wszystkie produkty fantazyjnie ułożyłam do słoika.

Zestaw dla zmarźlucha w dwóch opcjach

Do ułożenia kompozycji potrzebujesz:
pudełko (ja użyłam pudełka od butów, bo jest ładne;))
sok Oleofarm z czarnego bzu
kubek
pierniczki
skarpetki
kolorowe bibułki
*opcjonalnie: kolorowe jabłuszka dla ozdoby

lub

butelka dobrego wina
pierniczki
świeczka
kolorowe bibułki
*opcjonalnie: drewniana zawieszka na choinkę, czy coś tam ;)

Czekolada na wynos

Inspiracją dla tego zestawu był prezent na mikołajki, który przygotowałam dla teamu z którym pracuję. Tym razem potrzebujesz: 
ozdobne pudełko
szary papier
papierowe kubeczki
dwa słoiczki: w jednym czekolada w proszku (użyłam DecoMorreno), a w drugim pianki  marshmellow
mini dżem
kilka pierniczków
*opcjonalnie: słomki

Czy Wy również przygotowujecie prezenty samodzielnie, czy korzystacie z gotowych boxów? 
Dajcie znać, jak podobają się Wam moje pomysły :)
Hoł, hoł, hoł Wesołych Świąt!

niedziela, 17 grudnia 2017

26 myśli na 26 urodziny

26*ja =...

Równie, które widzicie powyżej znaczy - nie mniej, nie więcej tyle, że właśnie świętowałam swoje urodziny... i nie piszę tego, abyście teraz padli na kolana i składali mi życzenia!

Powtarzam to jak zdarta płyta, ale nic nie dzieje się bez przyczyny, a ja jestem tu gdzie powinnam i chociaż z czasem nie dojdziemy do kompromisu to i tak będę cieszyła się z każdego danego mi dnia. Nie zrobię tu podsumowania mojego żywotu, to byłoby nie na miejscu, szczególnie, że jeszcze się nie żegnam. Natomiast pomyślałam, że podzielę się z Wami 26 niepowiązanymi ze sobą  myślami.
1. Jeśli czegoś na prawdę chcę, to jestem w stanie to osiągnąć

W ostatnim czasie przekonałam się że jestem w stanie na prawdę dużo wypracować, kiedy tylko odpowiednio się do tego nastawię. Samą motywacją cudów nie uczynisz, ale nie zaszkodzi być optymistą. 

2. Więcej zaplanowanego szaleństwa

Nie jestem aż tak spontaniczna jak niektórzy myślą. Jestem po prostu wesoła i mogę sprawiać takie wrażenie. Nie męczy mnie szczególnie mocno, to że wszystko planuje, ale prawda jest taka, że wiele szczęśliwych chwil, które nam się przytrafiły były niespodziewane.

3. Wstaję zawsze prawą nogą

Jedna z koleżanek z pracy ostatnio zadała mi pytanie: Gosia, czy Ty czasami krzyczysz? Jestem urodzoną złośnicą, ale kiedy nie mam ku temu powodów, to po co tracić energię na nerwy. Znacie na pewno to  uczucie kiedy wstajecie rano i nadal czujecie zmęczenie. Wypadałoby wtedy mieć zły humor, tak dla zasady, ale nie potrafię.

4. Samo się nie stanie

Marzenia są trochę jak cele, dążymy do ich realizacji, same się nie spełnią. Każdego dnia angażuje się w małe działania, które przybliżają mnie do punktu końcowego.

5. Karma jest ...

... no wiesz co o niej mówią. Wierzę, że każdy dobry  uczynek wraca do Ciebie ze zdwojoną siłą. Tak więc nazywaj to karmą, albo po prostu: dobrem, które wraca.

6. Zmiana to jedyna pewna rzecz w życiu

Wszystko się zmienia. Nie będę tkwiła w miejscu, tylko i wyłącznie dlatego, że bardzo dobrze je znam. Ostatnie lata upływały pod znakiem ogromnych zmian życiowych i niejednokrotnego wychodzenia ze strefy komfortu.

7. Zęby i cycki mogę sobie zrobić, ale ...

Był ostatnio taki moment, kiedy wszystko mi nawaliło ... i nie chodzi mi o komórkę do której zapomniałam hasała, ani o dwie karty płatnicze, które przypadkiem zablokowałam. Chodzi o moje ciało: okazało się, że mam problem z aparatem, który permanentnie noszę na zębach, kolano napuchło niczym balon, kręgosłup nie przestaje dawać znać o sobie, a moja cera wciąż myśli, że jestem nastolatką. O ile zęby i cycki można sobie zrobić, to całego ciała nie podrasuję. Zdrowie jest jedno i nie mogę o tym zapomnieć.

8. Więcej gadania, mniej oceniania

Nie ma nic gorszego niż ocena kogoś po pozorach, po drobnej wpadce na początku znajomości. Dlatego tego nie róbmy, zanim wydasz osąd i powiesz o tym głośno, powiedz to sam do siebie, być może nabierze to większego sensu. 

9.  Każdego dnia reprezentuj siebie

Zdejmij maskę, jesteś fajnym człowiekiem. Nie ma sensu udawać i odgrywać codziennie innej roli, na dłuższą metę jest to męczące.

10. Żartowałam ...

... to nie wymówka na powiedzenie komuś czegoś niemiłego i wbicia szpili. Żarty powinny być śmieszne, nawet wtedy kiedy śmiejemy się z czyjś przywar róbmy to tak, aby kogoś przez przypadek nie urazić. Umiem się z siebie śmiać, robię to cały czas, ale bardzo łatwo przekroczyć granicę.

11. Boję się czasu

Nie chcę się zestarzeć, chcę pozostać właśnie taka. Jest to jedna z tych rzeczy, których nie potrafię zaakceptować. Czas pędzi, jak mój rower z górki. Wydawało mi się, że wczoraj zerwałam się z lekcji niemieckiego, a za chwilę MUSZĘ (a na pewno powinnam) iść do pracy.

12. Celebruję codzienność

To moje motto życiowe. Drobne rzeczy które sprawiają mi przyjemność to największy przywilej świata. Powolne śniadanie, niedzielna uczta z rodziną. Luksus! 30 kilometrowy spacer z mężem i wyimaginowanym psem po Puszczy Kampinoskiej? Nic więcej mi do szczęścia nie jest potrzebne.

13. Umiem wydłużyć dzień wolny od pracy

Kwestia wczesnego wstawania nigdy nie była moją mocną stroną, ale jeśli chcesz cieszyć się długim weekendem to nie wychodź z założenia, że w sobotę wyśpisz się za wszystkie czasy. Tylko wtedy mam poczucie efektywnego wypoczynku, kiedy trwał on dostatecznie długo. Niestety wychodzę też z założenia, że skoro nie obudziłam się sama do 10:00 to znaczy, że mój organizm tego potrzebował...

14. Mam swój znak rozpoznawczy

Od kiedy pamiętam chciałam nosić wielkie okulary na nosie. Nie wiedzieć czemu, jak tylko zakładam swoje zerówki wszyscy się do mnie dziwnie uśmiechają. Tak więc, mam inny znak rozpoznawczy: uważam ze czerwona, różowa a nawet BORDOWA szminka jest zawsze dobrym pomysłem. Wtedy natomiast wszyscy skupiają się na moich ustach, wolę myśleć, że to nie tylko dlatego że są apetyczne ( ha ha ha) ale słuchają co mówię i czytają z ruchu warg. To najgłupsza rzecz jaka napisałam. To teraz trochę poważniej. W życiu jestem pewna kilku spraw: męża, rodziny i tego że kolorowa szminka nigdy mi się nie skończy.

15. Uparci ludzie często idą pod prąd, a potem mają zakwasy

Po pierwsze pamiętaj, że czasami trzeba odpuścić i się wycofać w innym wypadku para pójdzie Ci z uszu. Mówili musisz skończyć studia, mówili to nie zawód, mówili i gadasz o seksie przez 2 godziny (dowiedz o co chodzi: tu), mówili trzeba mieć fach w ręku, mówili zostań policjantką, bla bla bla. Mówiłam muszę mieć wolny zawód (jedyna rzecz, której czasami nie mogę odżałować), mówiłam nie usiedzę 8 godzin za biurkiem (a zdarzało się że usiedziałam 10/11), mówiłam sama sobie będę szefową (a teraz mam dwie, które nie mówią mi co i jak mam robić, czasami tylko przypominają ;)). I co z tego wyszło? Jajco. Wszystko to, skutecznie mnie blokowało do momentu, aż tego nie zauważyłam. Ilu z Was ma "pewien zawód", którego szczerze nienawidzi? A nienawiść zaślepia przecież. 

16. Pokaż z jaką pianą pijesz kawę, a powiem Ci kim jesteś

Uparcie dążę do tego żeby nie dostosowywać się do reszty społeczeństwa, i co? No i staje w kolejce do ekspresu z kawą, żeby dopasować się do stada podczas porannego rytuału. A przecież ja nawet nie lubiłam kawy ...


17. Naturalne prawo

Codziennie mogę wybrać między szczęściem a nieszczęściem. Zgadnij na co stawiam?

18. Gibkospryt to styl życia

Chociaż jako uparciuch, czepiam się kurczowo pewnych kwestii, to jestem jednak elastyczna. Nie pomyślcie jednak o tym jak o cesze fizycznej, chodzi o elastyczność umysłową, której wciąż niektórym brakuje. 

19. Dziś którego bałam się wczoraj

Codziennie mam coś do zrobienia. Planuje zakupy, urlop, kiedy zrobię pranie i prasowanie. Dochodzę do wniosku (opornie, ale jednak), że nie ma idealnego momentu na zmianę, podróż życia, dziecko, psa, kota albo chociaż rybkę. Bo co jeśli jutra nie będzie?! Czy to też mogę zaplanować?

20. Nie wiem ... 

...wszystkiego. To nic złego przyznać się do słabości, nie mieć jeszcze zdania na jakiś temat albo w ogóle nie chcieć go nabyć,  bo nie ma takiej potrzeby. Jeśli nie wiesz o czym mówisz to po prostu tego nie rób. Osoby, które potrafią przyznać się do swojej niewiedzy są odważne, a za chwile będą mądrzejsze, bo tą wiedzę nabędą. 

21. Zrobię sobie dobrze

Nie ważne jak to brzmi. Lubisz siebie to sobie to okaż. Odrobina zdrowego egoizmu jeszcze nikomu nie zaszkodziła.

22. Po nitce do kłębka

Mam w głowie pomysł, który jest jak życzenie. Nie wypowiem go głośno, boje się że jak tylko opowiem o swoim planie to go nie zrealizuje. Strach przed porażka mnie nie zatrzyma.

23. Wszystkim nie dogodzisz

My sami zamykamy się w ramy. Robimy rzeczy, który oczekują od nas inni. Robimy to, bo boimy się co powiedzą jak zachowamy się inaczej, jak będziemy inni, niż ktoś sobie tego życzy. Tak więc nie próbuj dogadzać innym, jeśli chcą, niech sami będą wersją osoby, którą chcieliby widzieć w Tobie, a Ty pozostań sobą na zawsze. Amen. 

24. Systematyczność

Opracuj plan. W innym wypadku zginiesz w tonie ubrań, którą kiedyś i tak trzeba będzie uprasować.

25. Nigdy nie robię postanowieć

Jedni mówią dobrze jest zapisać marzenia lub plany, wtedy je łatwiej zrealizować. Sranie w banie. U mnie działa to dokładnie i zupełnie odwrotnie. Jak tylko coś zapiszę, magicznie przestaje realizować. Tracę zapał. Chciałabym być tą osobą, która robi postanowienia. Trochę by się tego nazbierało, tylko po co, skoro ta karteczka wzbudzi we mnie tylko wyrzuty sumienia. Robię to wirtualnie, piszę w mojej głowie, nikomu nie mówię dopóki nie wykonam zadania. 

26. Jestem:

fajna, lubię siebie, chce się śmiać, czasami mogę też płakać, to nic złego. Wiem do czego dążę, jak mają wyglądać moje kolejne lata. Im jestem starsza, tym bardziej jestem zadowolona z siebie, wolę tą Bulejowską, niż zagubioną, bojącą się Gosię z czasów szkolnych. Jednak jakoś oświetliłam sobie tą drogę i teraz wiem dokąd ona prowadzi.

Kurczę! Teraz bliżej mi do 30stki niż dalej.