wtorek, 1 maja 2018

Ból d*py w niehandlowe niedziele

Ten wpis jest jak przepis na dynie, wydaje się że wszystko zostało już powiedziane na ten temat, a jednak jeszcze ja dołożę swoją cegiełkę. W Międzynarodowe Święto Pracy, ogólnopolski  tydzień  grillowania, między karkówką a odbiorem zaległego urlopu - pozwólcie, że zapisze się na karcie historii i uwolnię z narastające wewnątrz napięcie.
Daleko jeszcze?

Pewnego słonecznego dnia, który spędziłam w ośmiogodzinnej podróży autem w KAŻDYM radiu nawalali o tym, że jest to ostatnia sobota przed pierwszą niehandlową niedzielą. Tak, wiem mogłam ten dzień zaznaczyć na osi czasu nieco prościej, ale to bardziej oddaje podniosłość chwili.
Przysięgam miałam ochotę wyskoczyć z „pędzącego” po zakopiance Bulciowozu.
Rozumiem, że to topowy temat, dodatkowo dotyczy każdego z nas.

Z bólem serca i ...

Dla niektórych zakaz handlu w niedzielę jest ograniczeniem swobód obywatelskich. Dla innych modnym tematem do zrobienia reportażu, chwilowego zabłyśnięcia (to nie o mnie, ja błyszczą zawsze :)). Dla jeszcze innych nie wydaje się to być zdziwieniem, skoro wiele innych europejskich krajów funkcjonuje tak od dawna. Jest też grupa osób, która twierdzi że wpłynie to negatywnie na rozwój krajowej gospodarki, albo taka która wykorzystuje strach przed pustą lodówką i wprowadza najróżniejsze promocje dzięki czemu ludzie w rezultacie wydają więcej pieniędzy. Znajdzie się też taka grupa której to wszystko wisi i powiewa, co nie jest równoznaczne z tym że maja w głębokim poważaniu sprawy państwa w którym się urodzili i w którym chcieliby umrzeć (kiedyś). Nie odczuwają natomiast aby jakość ich niedzielnego funkcjonowania uległa drastycznemu (lub jakiemukolwiek) obniżeniu.
Z bólem serca i d*py przyjmujemy zmiany. Gdy zachodzą nie czujemy się bezpiecznie, bo to zaburza nasz cykl funkcjonowania. Zauważcie, z perspektywy czasu temat cichnie, powoli przyzwyczajamy się do nowego, a za chwile stanie się to normalnością.
Ile z nas robiło WIELKIE niedzielne zakupy? Owszem dla zapracowanych była to opcja, nie ukrywam dla mnie też, ale głównie na buszowanie w H&Mie, a nie między płatkami i papierem toaletowym. Czy na prawdę nie można przenieść tego rytuału na inny dzień? Złota rada Małgorzaty: jeżeli robisz zakupy raz w tygodniu, zrezygnuj z piątkowej imprezy, lenistwa lub po prostu rozpocznij te czynności nieco później i stań grzecznie w kolejce do kasy. 

No nie zrozumiem

Jasne, że nie dogodzimy wszystkim. Pewnie wielu z Was czytając moją poradę puka się w głowę. Zawsze znajdzie się ten kto zbojkotuje i ten, który po prostu przyjmie zmianę na klatę.
Dla mnie argument: osoby pracujące w sklepach, mają rodziny, też chcą żyć - jest  jak z innej rzeczywistości. Mało tego, już teraz słychać o tym, że inspektorzy są "zmuszani do pracy" w niedzielę. A co z innymi osobami pracującymi w usługach, restauracjach, hotelach? Co z osobami pracującymi fizycznie w systemach zmianowych? Oni nie mają rodzin?! I tutaj popadamy w skrajności. Nie wytaczajmy takiego argumentu. Przyznajmy się że niehandlowa niedziela jest po to, abyśmy wszyscy ruszyli do kościoła. Trzeba byłoby jeszcze zamknąć kina, bo wciąż są atrakcyjniejsze. Bez urazy. 
Może zamiast od razu reagować nienawiścią, zobaczmy jak dane rozwiązanie będzie funkcjonowało, oceńmy po przysłowiowym okresie próbnym. 
Ja już widzę, że się da, że tych głosów "na nie" jest coraz mniej. I czy rzeczywiście jest to ograniczenie naszych swobód obywatelskich, a może wręcz przeciwnie, może jest to furtka do zupełnie nowych sposobów spędzania czasu?

Zaraz i tak wszystko pierdyknie

Póki co, wybaczcie, ale łykamy wszystko jak pelikany. Jest ogromny pobyt na usługi, deweloperzy budują jak szaleni, aby nam żyło się lepiej w niehandlowe niedziele w skredytowanych mieszkaniach. Czy zakaz handlu zaburzy gospodarkę,? Prędzej czy później dopadnie nas kryzys z którym będziemy musieli sobie poradzić, a niehandlowe niedziele nie będą miały z tym aż tak wiele wspólnego. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz