środa, 14 marca 2018

Górskie migawki

Jak co roku dzielimy nasz urlop na kilka części. Zimą zawsze planujemy... zimowe atrakcje - logiczne. Co prawda średnio czuję się w nartach, ale wyjazdem w góry nie pogardzę. Postanowiłam spożytkować te kilka dni na piesze wycieczki i sprawiło mi do mnóstwo frajdy. 

Żeby była jasność, nie jestem zawodowcem, nie wchodzę w wysokie góry, nie mam sprzętu, ale dobrze zaplanowana piesza wycieczka, nie jest zła. Poniżej umieszczam kilka migawek i krótkie opisy tras które obrałam. 
1. Przekroczyliśmy granicę i rozpoczęła się magia. // 2. Relaks po podróży. // 3. i 4. Planowanie wycieczek na cały tydzień.
Dzień pierwszy potraktowałam zdecydowanie poglądowo, udało mi się poznać okolicę i znaleźć wejścia na szlaki, którymi chciałam się przejść, a GPS pokazał, że nogi wchodzą mi w cztery litery, ponieważ przeszłam 16 km. 
1. Widoki z Jaskini Lodowej - wiedziałam, że jest zamknięta, ale i tak chciałam wejść na górę. // 2. i 3. Na szlaku, muszę się przyznać: rekonesans tras zrobiłam dlatego, że poszłam w złą stronę i zorientowałam się dopiero po godzinie marszu <facepalm> // 4. Ładuję się energią.

Kolejnego dnia można było mnie spotkać na niebieskim szlaku turystycznym prowadzącym z Demianowskiej Jaskini Wolności. Moim celem było obejście Jaskini dookoła szlakiem niebieskim przez Puste, a następnie wejście na szlak pomarańczowy i zielony  z powrotem na dół. Niestety moje plany zostały pokrzyżowane. Szlaki te nie są zimą najczęściej uczęszczane i mimo, że widać ślady turystów i... zwierząt to przyroda pokrzyżowała mi plany. 
Niebieski szlak prowadzi serpentynami do góry, bywały momenty, że ścieżka się urywała, ale dookoła było widać obejścia. Dwukrotnie trafiłam na takie momenty, gdzie widziałam oznaczenia szlaku na drzewach, ale ścieżka była niewidoczna lub zasłonięta przez powalone drzewa. Wtedy musiałam obchodzić dookoła na dziko. To były ciężkie momenty, ale bezpieczne. Niestety dalej z tych powodów musiałam zawrócić, zbrakło mi 300 metrów w górę, aby dojść na Puste i przecięcie szlaków. Powalone dookoła drzewa pocięły szlak, który straciłam z pola widzenia, a dodatkowo śladów była już garstka. Postanowiłam wracać i wypić zimną kofolę z Panem Bulciem.
Górską "wspinaczkę" z dnia poprzedniego bardzo mocno odczułam w nogach i głowie, dlatego następnego dnia wybrałam się w kierunku miasteczka Plavcina Lehota. Po drodze minęłam zabytkową, drewnianą dzwonnicę z 1883r. i kierowałam w ruiny zamku, ale ... tak wiem dużo tych "ALE" - wycinka drzew po drodze zablokowała mi przejście. 
Jeden dzień naszego wyjazdu mieliśmy poświęcić na wejście do  Jaskini Wolności, wspólne spędzenie czasu i SPA. Dopadł nas wirus, albo jakieś zatrucie, bo cały dzień przeleżeliśmy w łóżku. Ja przeszłam to nieco lżej, nie miałam gorączki, ani tak źle się nie czułam, być może było to zmęczenie, przynajmniej taki mi się wydawało, ponieważ to samo dopadło mnie ostatniego dnia. 
W związku z tym, że dzień, który mieliśmy spędzić razem bez nart między nami, ni wypalił, udało mi się namówić Pana Bulcia, aby wrócił do sił... na szlaku  prowadzącym przez Tri Vody do Brhliska.  
Zimą szlak jest zdecydowanie mniej uczęszczany przez pieszych turystów, ale ścieżka była ładnie wyjeżdżona przez narciarzy. Poza szlakiem wpadało się w śnieg po kolana, albo i lepiej - nie próbowaliśmy. Z Brhliska mieliśmy zejść na Lukową - tak i tutaj niebieski szlak się urywał. Zeszliśmy lasem wzdłuż stoku. 
Zdecydowanie dużo bardziej wolę aktywnie spędzać czas, niż lenić się nad basenem. A Ty jakim typem podróżnika jesteś?

2 komentarze: