poniedziałek, 19 marca 2018

Szczyty możliwości

Dlaczego warto mierzyć wysoko?

"Gdy znajdujemy się powyżej 1000 m n.p.m. organizm produkuje więcej czerwonych krwinek, rozszerzone naczynia przyspieszają transport tlenu i składników odżywczych, poprawia się samopoczucie i kondycja." [źródło] Idąc zapominasz o wszystkim, wszystko co dookoła się nie liczy. To, co w pracy jest szczytem Twojej wytrzymałości z perspektywy gór/długiej, pieszej wycieczki jest nieistotnym ziarnkiem paski, które wpadło do buta.

Tam, gdzie prowadzi szlak

Mówi się do trzech razy sztuka. Na tym podejściu spotkałam dwie przeszkody ucinające szlak w najmniej spodziewanym momencie. Złapałam oddech, rozejrzałam się i w oddali dostrzegłam oznaczenia szlaku, szybka decyzja: jeszcze nie skończyłam. Drugi raz decyzja była trudniejsza, a wyobraźnia robiła swoje. Tylko ja, natura i kurcząca się strefa komfortu.  Czy muszę się poddać, czy to jest porażka? Przecież poniosłam ją kilka razy w życiu - to nie jest to uczucie. Nadal z Tobą nie skończyłam.

Dalej nie idę!

Podjęłam decyzję, kiedy wiedziałam, że dalej tą drogą nie pójdę, ulżyło mi. Ale co to było za uczucie, wracałam o połowę lżejsza. Przecież nic nie muszę sobie udowadniać. Nie poddałam się po prostu postawiłam kropkę trochę wcześniej niż zakładałam. Kolejna kłoda na tej drodze, to znak: na dziś koniec, ale ostatniego słowa nie powiedziałam. Zimowe szlaki są nieprzewidywalne, bo mniej ludzi nimi chodzi. Czy podobnie nie jest ze ścieżkami życia, które musimy przecierać jako pierwsi?

"Wielkie rzeczy się dzieją, kiedy spotykają się ludzie z górami"

Podczas godzinnego podejścia przemyślałam więcej, niż kiedykolwiek. Miałam wyznaczony cel i mimo tego, że go nie osiągnęłam nie jest to moja porażka. Plany górskie, tak jak życiowe modyfikujemy w zależności od naszego przygotowania i możliwości, czasami wiążą się one z zejściem ze szlaku i wykroczeniem ze swojej wygodnej strefy komfortu. Wiąże się to z chwilowym zaburzeniem poczucia bezpieczeństwa, ale kiedy czujesz, że to szczyt Twoich możliwości psychicznych i fizycznych, to czas by zastopować. Tam na górze doszłam do porozumienia i oczyściłam atmosferę sama ze sobą. Tylko tam w głuszy bez publiczności, stajemy oko w oko sami ze sobą i naciskamy guzik: zresetuj system, przypomnij sobie co jest ważne. Nie bój się podejmij ryzyko, pójdź za głosem serca, żeby jutro nie obudzić się z ręką w nocniku i poczuciem straconego życia.
Gdzie są te złote góry

W związku z mentalną podróżą na szczyty moich możliwości dosłownie i w przenośni uświadomiłam sobie, że wychodzenie ze strefy komfortu wcale nie jest negatywne. Jest to wręcz konieczne, aby osiągać swoje cele, oczywiście rozsądnie, nie chodzi  to by się zarąbać (bo wtedy będzie trzeba wracać w te góry i znów się resetować). Chwila dyskomfortu kiedy dokonujesz zmian i przesz do przodu w nieznane jest tylko... CHWILĄ. Prędzej, czy później naturalnie zmiana stanie się codziennością i  (zapewne) doprowadzi Cię  do kolejnej decyzji o wstaniu z wygodnego fotela. I rób to za każdym razem w każdym wieku można się zasiedzieć, a i po co? Zawsze jest czas na osiągnięcia.

Życzę Ci zdobywania takich szczytów. Co myślisz o wychodzeniu ze strefy komfortu?

środa, 14 marca 2018

Górskie migawki

Jak co roku dzielimy nasz urlop na kilka części. Zimą zawsze planujemy... zimowe atrakcje - logiczne. Co prawda średnio czuję się w nartach, ale wyjazdem w góry nie pogardzę. Postanowiłam spożytkować te kilka dni na piesze wycieczki i sprawiło mi do mnóstwo frajdy. 

Żeby była jasność, nie jestem zawodowcem, nie wchodzę w wysokie góry, nie mam sprzętu, ale dobrze zaplanowana piesza wycieczka, nie jest zła. Poniżej umieszczam kilka migawek i krótkie opisy tras które obrałam. 
1. Przekroczyliśmy granicę i rozpoczęła się magia. // 2. Relaks po podróży. // 3. i 4. Planowanie wycieczek na cały tydzień.
Dzień pierwszy potraktowałam zdecydowanie poglądowo, udało mi się poznać okolicę i znaleźć wejścia na szlaki, którymi chciałam się przejść, a GPS pokazał, że nogi wchodzą mi w cztery litery, ponieważ przeszłam 16 km. 
1. Widoki z Jaskini Lodowej - wiedziałam, że jest zamknięta, ale i tak chciałam wejść na górę. // 2. i 3. Na szlaku, muszę się przyznać: rekonesans tras zrobiłam dlatego, że poszłam w złą stronę i zorientowałam się dopiero po godzinie marszu <facepalm> // 4. Ładuję się energią.

Kolejnego dnia można było mnie spotkać na niebieskim szlaku turystycznym prowadzącym z Demianowskiej Jaskini Wolności. Moim celem było obejście Jaskini dookoła szlakiem niebieskim przez Puste, a następnie wejście na szlak pomarańczowy i zielony  z powrotem na dół. Niestety moje plany zostały pokrzyżowane. Szlaki te nie są zimą najczęściej uczęszczane i mimo, że widać ślady turystów i... zwierząt to przyroda pokrzyżowała mi plany. 
Niebieski szlak prowadzi serpentynami do góry, bywały momenty, że ścieżka się urywała, ale dookoła było widać obejścia. Dwukrotnie trafiłam na takie momenty, gdzie widziałam oznaczenia szlaku na drzewach, ale ścieżka była niewidoczna lub zasłonięta przez powalone drzewa. Wtedy musiałam obchodzić dookoła na dziko. To były ciężkie momenty, ale bezpieczne. Niestety dalej z tych powodów musiałam zawrócić, zbrakło mi 300 metrów w górę, aby dojść na Puste i przecięcie szlaków. Powalone dookoła drzewa pocięły szlak, który straciłam z pola widzenia, a dodatkowo śladów była już garstka. Postanowiłam wracać i wypić zimną kofolę z Panem Bulciem.
Górską "wspinaczkę" z dnia poprzedniego bardzo mocno odczułam w nogach i głowie, dlatego następnego dnia wybrałam się w kierunku miasteczka Plavcina Lehota. Po drodze minęłam zabytkową, drewnianą dzwonnicę z 1883r. i kierowałam w ruiny zamku, ale ... tak wiem dużo tych "ALE" - wycinka drzew po drodze zablokowała mi przejście. 
Jeden dzień naszego wyjazdu mieliśmy poświęcić na wejście do  Jaskini Wolności, wspólne spędzenie czasu i SPA. Dopadł nas wirus, albo jakieś zatrucie, bo cały dzień przeleżeliśmy w łóżku. Ja przeszłam to nieco lżej, nie miałam gorączki, ani tak źle się nie czułam, być może było to zmęczenie, przynajmniej taki mi się wydawało, ponieważ to samo dopadło mnie ostatniego dnia. 
W związku z tym, że dzień, który mieliśmy spędzić razem bez nart między nami, ni wypalił, udało mi się namówić Pana Bulcia, aby wrócił do sił... na szlaku  prowadzącym przez Tri Vody do Brhliska.  
Zimą szlak jest zdecydowanie mniej uczęszczany przez pieszych turystów, ale ścieżka była ładnie wyjeżdżona przez narciarzy. Poza szlakiem wpadało się w śnieg po kolana, albo i lepiej - nie próbowaliśmy. Z Brhliska mieliśmy zejść na Lukową - tak i tutaj niebieski szlak się urywał. Zeszliśmy lasem wzdłuż stoku. 
Zdecydowanie dużo bardziej wolę aktywnie spędzać czas, niż lenić się nad basenem. A Ty jakim typem podróżnika jesteś?

sobota, 10 marca 2018

Śniadanie mistrzów - letnia owsianka na pocieszenie

Czy mówiłam Wam już że weekendowe śniadania należy odpowiednio celebrować? A co tam, nawet jeśli mówiłam, to powiem jeszcze raz: należy odpowiednio celebrować weekendowe śniadania! To jedyne dwa dni w tygodniu, kiedy możemy niespiesznie porozmawiać, wspólnie wypić kawę/herbatę/wodę z cytryną (powinno się pić dla zdrowotności) i po prostu cieszyć się towarzystwem swoim, jak i pysznego jedzenia. Nie mówię, że na stół powinien wjechać teraz szampan z truskawkami i kawior, ale skoro mamy trochę więcej czasu warto się postarać. Dlatego co jakiś czas będę wrzucała Wam inspiracje na pyszne weekendowe śniadania :)

Mistrzowska owsianka Małgorzaty vel Bulejowskiej: wspomnienie lata
Widzę po zdjęciach i opisach, że wszyscy CHCĄ już wiosny, a ona się ociąga i zabalowała gdzieś w odległej krainie. 
Ja sama dopiero wróciłam z zimowego urlopu i teraz również jej wyczekuję. Dzisiejszy pomysł na śniadanie to letnia sielanka w polu skąpanym słodkimi owocami (poetycznie zabrzmiało). Oczywiście możecie użyć zupełnie innych dodatków, pozostawiam Waszej decyzji.

Składniki na dwie porcje*:

10 łyżek płatków owsianych
2 szklanka mleka (możesz użyć roślinnego)
2 łyżka wirków kokosowych + szczypta do posypania z wierzchu
8 mrożone truskawki
6 mrożone maliny
miód do polania
opcjonalnie łyżeczka cukru
*powiększaj lub pomniejszaj proporcjonalnie, na jedną porcję potrzebujesz połowy składników, ale na upartego wystarczy też dla dwóch osób (zależy jak bardzo jesteście głodni) ;)

Przygotowanie:
Owsiankę wsyp do rondelka z zimnym mlekiem, dodaj cukier i gotuj aż mleko zacznie bomblować. W tym czasie włóż truskawki do mikrofali na kilka sekund, aby się rozmroziły. Wiórki kokosowe oraz truskawki dodaj do gotującej się owsianki i zmniejsz ogień.  Gotuj powoli, aż do uzyskania pożądanej konsystencji, ja akurat lubię gęstą. Jeśli nie chcesz przypalić garnka, pamiętaj aby często w nim mieszać ;) Bardzo często po dodaniu owoców po prostu zdejmuję garnek z palnika i zostawiam na 10 minut pod przykryciem, aby dodatkowo zgęstniała. Gotową owsiankę włóż do dwóch miseczek, ułóż zamrożone maliny, posyp szczyptą wiórków kokosowych i polej miodem. 
Mniami!
Lubisz owsianki, albo ogólnie śniadania na ciepło? 
Co wcinasz najchętniej w powolne weekendowe poranki?