niedziela, 5 listopada 2017

Cześć, to znowu ja: Bulejowska!

Nie byłoby mnie tu. Naprawdę nie byłoby mnie tu gdyby nie moja rodzina. Rodzice mnie, co tu dużo mówić, stworzyli od A do R, cała reszta to otoczenie i jego wpływ na moją osobowość. Gdyby nie Pan Bulcio, Bulejowska też by nie istniała. Po dłuższym namyśle żadne inne pseudo do mnie nie pasuje. Gdyby nie moja siostra, no cóż - dostarczyła mi inspiracji ;)

Dawno temu wpadłam na pomysł i powiedziałam: Magda! napisz mi post na bloga. Miałam raczej na myśli, aby napisała co tam jej w duszy gra, a ona wzięła i napisała o ... MNIE!
"W sumie sama nie wiem od czego zacząć. Moja siostra poprosiła mnie o napisanie posta na bloga. Pomyślałam nic trudnego, przecież kiedyś to robiłam. Zastanawiałam się jaki by tu temat ugryźć: o sobie, o życiu, miłości, Zbuntowanym Aniele, aż tu nagle wpadłam na pomysł: napiszę o niej.  Małej Margolci z dwoma warkoczami aż do pasa, zakończonych kokardkami. Uwaga, kokardki musiały pasować do reszty stroju.

Nie będę Wam pisała, że pamiętam jak się poznałyśmy. Jestem starsza, ale nie aż tyle. Nie pamiętam jak się urodziła, ani nie pamietam, czy byłam zazdrosna. Chyba nie, bo i tak potrafiłam skupić na sobie uwagę kogo trzeba. Pamiętam tylko, że była małym bobasem, jedzącym żółte lekarstwa na moich urodzinach (wiecznie chore uszy).

Dziliłyśmy razem pokój, a wieczorami wyciągałyśmy suknie balowe mamy i robiłyśmy bankiet. Sądzi musieli być "zachwyceni".

Zawsze wiedziałam, że mogę polegać na mojej młodszej siostrze. Wspierała mnie we wszystkich decyzjach i nie raz się mną opiekowała. Czekała z kolację, kiedy późno wracałam z pracy. Nie wiem skąd w niej tyle cierpliwości na moje wieczne nieogarnięcie. Kiedyś parząc herbatę podpaliłam nowiutką plastikową deskę, która rozpłynęła się po kuchence. Gosia wtedy powiedziała: po pierwsze dobrze, że Piotrek tego nie widzi, po drugie kupisz mi teraz drewnianą. Dobrze, że do tej pory tego nie zrobiłam, wyobraźcie sobie podpaloną drewnianą deskę ...

Wakacje często spędzałyśmy u naszej kochanej cioci Alinki. Podobno tam można nam było wszystko. Podkradałyśmy cioci cukierki z galaretką schowane w kredensie i wyjadałyśmy kruszonkę z szarlotki schowanej pod ściereczką w spiżarce tuż przy kuchni.

Małgosia jest perfekcjonistką. Jest młodsza i bardziej poukładana. W domu Bulciów nawet noże i widelce wiedzą w którą stronę mają leżeć w szufladzie. Niechby się odważyły inaczej. Najbardziej lubię jeść kolacje przygotowywane przez moją siostrę. Popisowa lasagne, albo makaron z pulpecikami.

Gosia zawsze była indywidualistką. Od małego lubiła stawiać na swoim i tak jest do tej pory. Zawsze brnie do swoich celów. Rozwija swoje pasje zarówno te zawodowe jak i prywatne. Jest zapaloną kolarką, a do kasku ma dopasowaną nawet szminkę. No i wspiera swojego męża w utrzymaniu koszulki lidera.

W tym roku spędziłyśmy razem wakacje. Pierwszy  raz od dłuższego czasu wyjechałyśmy razem na dłużej, oglądać jakąś architekturę i wylegiwać się na plażach w Portugalii. Nie oznaczało to, tego, że tańczyliśmy jak nam Pani Bulejowska zagrała, ani tego, że nagle schowała głowę wysoko w chmury tam gdzie ja."
Jeśli to nie siostrzana miłość, to co innego?! :)

1 komentarz:

  1. Tak dokładnie tak jest❤️ Bez Ciebie i ja nie miała bym tylu inspiracji, cudownego dzieciństwa♥️

    OdpowiedzUsuń