środa, 4 października 2017

Wszystko co mogło pójść nie tak w dniu mojego ślubu

Nie wierzę własnym oczom. Dziś mamy 4 październik 2017, oznacza to, że minęło równo 3 lata od kiedy jestem mężatką. Ja się pytam: ale jak to? Mija dzień za dniem, tydzień za tygodniem, miesiąc za miesiącem. Wydaje się że coś wydarzyło się dopiero co, a tu 3 LATA!

A owoców tego małżeństwa brak (hahaha) -  no musiałam to napisać co by od razu zakończyć rodzące się w głowach pytania i ciekawości.  Ślub nie jest równoznaczny z dojrzałością i gotowością na potomstwo.
Wyszłam za mąż w wieku 23 lat, dla niektórych to zdecydowanie za wcześnie. Dla nas był to odpowiedni moment, stwierdziliśmy, że nie będziemy odkładać czegoś co i tak się wydarzy. Mieliśmy czekać, ale raczej ze względów tradycjonalnych, bo starsza córka ma pierwszeństwo. Dzięki Bogu tego nie zrobiliśmy, bo nadal bylibyśmy narzeczeństwem, ale i tu niebawem będą zmiany (alleluja!). Poza tym na prawdę czuliśmy, że to jest ten moment. Ku zaskoczeniu ślub w tym wieku dla niektórych nie był równoznaczny z uczuciem, a potrzebą ...  siłą wyższą. Pamiętam jak siostra opowiedziała mi anegdotkę, że jedna z jej znajomych kilka miesięcy po naszym ślubie zapytała, czy ja już urodziłam. Taka niespodzianka! Ale nie o tym chciałam, presja społeczna to temat na oddzielny post.

Z okazji Bulciowej rocznicy napiszę post wyjątkowy, bo tego jeszcze nie grali. Rzeczy, które wymknęły się spod kontroli lub wydarzyły nieoczekiwanie (*kolejność zdarzeń przypadkowa).

1. Wiecie, że można mieć uczulenie na wodę święconą?!

Nieoczekiwanie dotknęło mojego tatę. Chodził od rana dziwnie mrugając oczami i pociągając nosem, najgorzej było w kościele, bo tam natężenie wody święconej było największe.

2. Wyłoniła się w najlepszym momencie, metka z pralni

Podczas błogosławieństwa, kiedy skrzypek przygrywał "samotna matko" (taki nasz rodzinny żart sytuacyjny) zauważyłam, że moja mama ma przyczepioną do podszewki metkę. Przez całe błogosławieństwo myślałam tylko o tym, aby pamiętać i ją odczepić.

3. Jestem duża, umiem sama założyć sobie biżuterię

Zawsze się zastanawiałam oglądając zdjęcia, czy filmy ślubne: dlaczego ktoś zakłada pannie młodej kolczyki, albo pierścionek? Wiem, że to prawdopodobnie ładnie wygląda w kamerze, ale za dużo dla mnie znaków zapytania. Kiedy obiektywy towarzyszyły mi w ostatniej fazie ubierania, kamerzysta poprosił aby świadkowa założyła mi pierścionek, na co ja zdziwiona odparłam: przecież umiem zrobić to sama.
ALE ... są czynności, które wymagają pomocy, takie jak na przykład zakładanie welonu. Mimo dokładnej instrukcji od naszej niezawodnej stylistki fryzur, to i tak prawie zostałam obdarta ze skóry. To wcale nie jest takie łatwe.

4. Taniec godowy

Dzień naszego ślubu już nigdy się nie powtórzy, dlatego stwierdziliśmy, że chcemy z niego czerpać każdą chwilę i pozostać sobą. Zaraz po błogosławieństwie zrobiło się tak dziwnie cicho, tata wciąż walczył z tym paskudnym uczuleniem na wodę święconą, a ja postanowiłam wydać z siebie okrzyk ulgi i pokazać jak będę tańczyła na weselu. Ponieważ suknia w kobiecy sposób podkreślała moje kształty, owy taniec obluzował jeden z guzików, który wystrzelił kiedy wsiadałam do samochodu.

5. Rowerami do ślubu

Co kto lubi: jedni jadą do ślubu bryczką, inni super, ekstra, wypasioną bryką, albo starym klimatycznym autem, dla nas nie miało to większego znaczenia, byleby auto miało mocowanie do bagażnika rowerowego. Nikt na to nie wpadł aby dekoracją samochodu były rowery. Jesteśmy kolarzami, to istotny element naszej codzienności, chcieliśmy pokazać jacy jesteśmy. Koszyk z kwiatami przymocowany do mojego roweru był tak ciężki, że obawialiśmy się aby nie uszkodził szyby.

6. Do ołtarza falstartem

Do ołtarza prowadził mnie mój tata, oczywiście. Staliśmy tak z tyłu kościoła i staliśmy. W końcu rozbrzmiała muzyka i tata zaczął mnie ciągnąć, ale ja wiedziałam, że to jeszcze nie jest ten moment. Mieliśmy ruszyć na Ave Maria, tymczasem całą tą pieśń przestałam już u boku Pana Bulcia.

7. Kłótnia pod ołtarzem

Nie, nie pokłóciłam się z Panem Bulciem, a z ... księdzem. Dobrze czytacie. Posprzeczałam się z księdzem tuż po złożeniu przysięgi. Obecnie jest zwyczaj całowania dłoni po założeniu obrączki. Ksiądz zakomunikował nam ten fakt w ostatnie chwili, na co odparłam, że ja nikomu ręki całować nie będę, ale mogę to zrobić przed założeniem. Dalej odbyła się dyskusja niczym ze szkolnego korytarza: a zobaczysz, że pocałujesz; nie pocałuję i koniec; założę się że pocałujesz jego dłoń; nie i koniec. Jaki był finał?
Pan Bulcio natomiast cudem włożył mi obrączkę, ponieważ moje palce napuchły niczym faszerowane chemią serdelki.

8. Odciski od składania życzeń

Męska dłoń nie jest przyzwyczajona do noszenia ciała obcego na palcu. Pan Bulcio przez wiele tygodni nie mógł pozbyć się odcisków w wewnętrznej stronie dłoni tuż przy nasadzie palców. Najpierw nabawił się ich od ściskania dłoni podczas przyjmowania życzeń, a następnie obrączka zaczęła palić jego palce (prawda jest taka, że rzuciłam na nią specjalny czar - wrednej żony).

9. Wtopa podczas oczepin, a nawet dwie

Po pierwsze Panie kucharki źle zamontowały paterę, która została przywieziona z cukierni. Na samej górze miały znajdować się babeczki, a na drugim piętrze od góry mały torcik i niżej znów babeczki. Z niewiadomych powodów tort znalazł się na samej górze przez co patera była zupełnie niestabilna i w każdej chwili groziło to upadkiem konstrukcji. Nawet wielkość talerza nie wzbudziła podejrzeń, że coś jest nie tak ...
Po drugie podczas jednej zabawa ... no cóż nieco się zapomniałam. Nigdy nie byłam dobra w gry typu kalambury i różne takie zgadywanki. Podczas oczepin graliśmy w "Jaka to melodia", DJ puścił temat filmowy i z podekscytowaniem krzyknęłam: To jest BIG BROTHER!!! zamiast Blues Brothers...
Moje małżeństwo zawsze będę wynosiła na ołtarze. Bez względu na to, czy jest idealnie, czy też nie. Decydowałam się na wszystko wraz z dobrodziejstwem inwentarza. Pan Bulcio wydobywa ze mnie wszystkie najlepsze cechy, dzięki niemu jestem właśnie taką Bulejowską. Ślubowałam miłość, wierność i nieposłuszeństwo do końca świata i jeden dzień dłużej!

6 komentarzy:

  1. Pierwszy raz czytam taki wpis. To znaczy zawsze trafiam na poważne wpisy, pełne przeżyć i innych emocji ( wzruszenie i tak dalej). A tutaj się uśmiechałam cały czas :) I tak bym chciała widzieć u siebie ten dzień - z humorem i na luzie, tak by wspominać go z radościa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się że trafiłaś na taki post właśnie u mnie, zawsze staram się pokazać to jaka jestem, życzę Ci aby Twój wielki dzień również taki był, wtedy warto wszystkie stresy odłożyć na bok i cieszyć się chwilą, która nigdy się nie powtórzy.

      Usuń
  2. A myślałam, że tylko na moim ślubie działy się dziwne rzeczy :) Miło się na Was patrzy :) Co do samego ślubu w młodym wieku - ja miałam 24 lata i oczywiście też dużo osób uważało, że decyzja jest wynikiem nieplanowanej ciąży.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zupełnie nie rozumiem dlaczego ślub w młodym wieku musi oznaczać dziecko, co więcej kiedy wychodzisz młodo za mąż dłużej musisz wysłuchiwać pytań o dzieci :P

      Usuń
  3. Najlepszego co może być, gdy drugi człowiek ciągnie nad w górę... ��❤️

    OdpowiedzUsuń