środa, 20 września 2017

Umieć nie zaszkodzi

Haj, mi is Bulejowska - wyobrażacie sobie całego posta napisanego in inglisz, lajk dat?! Dobra, żarty na bok. To ma być poważny, motywujący artykuł. A to akurat jest jeszcze śmieszniejsze. Wcale nie chcę, aby był w tym tonie.

W dzisiejszych czasach w niektórych branżach znajomość języka obcego , a przynajmniej angielskiego jest podstawowym wymogiem i umiejętnością. Poza tym jest to na tyle uniwersalny język, że dogadamy się w każdej części świat np. podróżując. A więc warto, aby się rozwijać i czuć komfortowo.

Nigdy wcześniej nie odczuwałam dostatecznej motywacji, aby przysiąść do sumiennej nauki angielskiego. Być może nie trafiłam na odpowiedniego, inspirującego nauczyciela, który nie tylko będzie kazał ryć na pamięć słówka i użycie poszczególnych czasów. Miałam dość niepraktycznej wiedzy, idiotycznych prac domowych i presji na wyniki. Podczas pięcioletniej przygody ze studiami miałam tylko trzy poprawki (drugie terminy, jak zwał tak zwał) w tym jedną z angielskiego... żenua wiem. Tym sposobem jak wiele osób wpadłam w poziom określany jako: wszystko rozumiem, niewiele mówię lub: czytanie i pisanie - C1, słuchanie - B2+, mówienie - A2. Strach przed mówieniem był wręcz paraliżujący. Wciąż nie jest idealnie, ale komunikuje się po angielsku, pracuję po angielsku, prywatnie inicjuje konwersacje też po angielsku. Innymi słowy nauczyłam się, ale jest to proces który trwa i który trzeba wciąż pielęgnować, aby nie zmarnować dotychczasowych osiągnięć. Co zrobiłam aby znaleźć się w tym miejscu w którym jestem obecnie?

Nie będę tu pisała o dyrdymałach typu: określ realny cel, nagradzaj się, myśl pozytywnie i poznaj 10 trików dzięki, którym się nauczysz. Blah. Ty musisz poczuć potrzebę i chcieć. Proste jak drut w moim aparacie ortodontycznym.

Po pierwsze znajdź odpowiedni dla siebie sposób nauki. Ja akurat potrzebowałam pomocy, jednocześnie wiedząc, że tradycyjnie metody niespecjalnie są dla mnie skuteczne. Znajoma poleciła mi Beatę, z którą do tej pory spotykam się na skajpaju. Od początku rozmawiałyśmy tylko i wyłącznie po angielsku, a przynajmniej dokładałyśmy wszelkich starań, bowiem początki bywają trudne. Każdy lektor ma swoje sposoby, okazało się że sposobem na mnie jest ... kontrolowana improwizacja. Mimo przygotowanego planu, często zbaczamy z tematu i po prostu dyskutujemy. Bywają też sytuacje w których pomaga mi np. przygotować się do ważnego dla mnie spotkania. Bez presji na wyniki okazało się że jestem w stanie osiągnąć więcej - przynajmniej w tej dziedzinie.

Po drugie (skoro decyzja została podjęta, chęci i potrzeba są) daj sobie czas. Jeśli Twoje umiejętność, delikatnie mówiąc przyrdzewiały nie oczekuj fajerwerków. Pamiętam mój pierwszy meeting i poczucie beznadziejności tuż po nim. Na każdym kolejnym spotkaniu walczyłam sama ze sobą, aż w końcu kliknęło. Początkowo miałam dwa spotkania tygodniowo i więcej pracy indywidualnej. Miałam podstawy ze szkoły (Ty pewnie też), ale totalnie bez praktycznego zrozumienia. Po kilku tygodniach mogłam zrezygnować z jednego meetingu. Obecnie niedzielne przedpołudnia spędzam w puchatym szlafroku, z kubkiem herbaty i słuchawkami w uszach. To już stał się mój rytuał. Po trzecie oswajaj się. Nie, słuchanie muzyki po angielsku się nie liczy. Polecam Youtuba i wszelkie vlogi, filmy tematyczne, kanały informacyjne. Dodatkowo jeśli oglądasz filmy zrezygnuj z lektora. Wracaj do filmów, które już znasz i obejrzyj je bez polskich napisów, to samo z książkami, wracaj do oryginalnych egzemplarzy. Ja bardzo często robiąc coś w domu lub pisząc notki na bloga puszczam sobie coś w tle.

Po czwarte znajdź kompana do ćwiczenia. Zdarza się że my z Panem Bulciem rozmawiamy w domu po angielsku żeby ćwiczyć. Wymyślamy dziwne gierki ze słówkami, uczymy się fiszek, czasami nawet piszemy do siebie smsy. Bo trzeba praktykować, ale nie popadajmy w skrajności, traktujmy to jako zabawę.

I po piąte hakunamatata nie ma rzeczy niemożliwych. Życzę Ci powodzenia. Daj znać jak wyglądają Twoje doświadczenia i spostrzeżenia :) Olłejs de sejm, Bulejowska!

11 komentarzy:

  1. Świetny artykuł 😊 Najważniejszy punkt na liście - nie ma rzeczy niemożliwych - jeżeli są chęci to naprawdę wiele rzeczy można się nauczyć 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, a kiedy łatwo się człowiek zniechęca, to dla mnie oznacza, że chęci są niedostateczne :P

      Usuń
  2. aaaaaaaa, potrzebowałam tego wpisu :D kilka dni temu zastanawiałam się jak zmotywować się, a przede wszystkim odnaleźć czas, by odświeżyć język anielski :) pomogłaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wystarczy kilka chwil każdego dnia + godzina w tygodniu konwersji jeśli znasz podstawy :)

      Usuń
  3. Ja wlasnie uczę się szwedzkiego. Jak na to narzekam :) Jest trudno. Muszę wreszcie przekonać się do proby "zanurzenia" w języku - słuchać, ogladac, czytac. Ech. Może podziała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno podziała, walcz! Ważne aby nie przestać, bo wtedy stracisz kontakt i będziesz musiała zaczynać od początku.

      Usuń
  4. Myślę, że w obecnych czasach język obcy jest podstawą. Fajnie, że sie tak zmotywowałaś. Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  5. Znajomość języków obcych to obecnie niemalże obowiązek ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. W nauce języka obcego - jest systematyczność. Najlepsza metoda, ani nauczyciel niewiele wskóra, gdy my sami nie będziemy się przykładać do nauki. A wcale nie musi to być wykuwanie na pamięć. Codzienne obcowanie z danym językiem już da pewne efekty.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zmotywowałaś także i mnie! Chcę poszerzyć swoją wiedzę z angielskiego ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Na początku mojej przygody z prawdziwym angielskim wyglądał podobnie. Nic nie mówiłem ale rozumiałem dużo. Dopiero wyjazd za granicę i codzinne obcowanie z tym językiem dał szybkie efekty. Po 3 miesiącach już normalnie się komunikowałem. Ale sytuacja była wymuszona...

    OdpowiedzUsuń