czwartek, 24 sierpnia 2017

Wylądowaliśmy w bajce

Po dwóch dniach spędzonych w Porto, spakowaliśmy manatki i wyruszyliśmy do Lizbony. Po drodze mieliśmy w planie wizytę w Sintrze, a następnie na Cabo da Roca. 

Niestety rzeczywistość zweryfikowała nasze plany. Dotarliśmy do Sintry około godziny 11:00, okazało się, to zdecydowanie za późno na znalezienie choćby jednego miejsca parkingowego. Podjęliśmy więc dojrzałą decyzję i zrezygnowaliśmy z jednego dnia w Lizbonie, by móc wrócić do Sintry. W zamian za to w dzień transferu Porto-Lizbona pojechaliśmy na Cabo da Roca.

Postanowiłam jednak połączyć posta z tych miejsc z dwóch powodów. Po pierwsze są na prawdę blisko siebie i całkiem po drodze. Po drugie oba te miejsca są absolutne bajeczne.

"Gdzie ląd się kończy, a morze zaczyna"

Przylądek Cabo da Roca jest to najdalej wysunięta część kontynentu -  kraniec Europy Zachodniej. Niezwykle wietrzny, ale nie bardziej niż Przylądek Św. Wincentego. 
Teraz zdradzę Wam sekret, mimo, że piszą o tym w przewodnikach. Niedaleko Cabo da Roca mieści jedna z najpiękniejszych plaż w Portugalii: Praia da Ursa . Portugalczycy, wręcz uważają ją za najpiękniejszy. Każdy lokals, któremy mówiliśmy, że tam byliśmy, otwierał szeroko oczy i mówił: odrobiliście pracę domową, to sekretne miejsce, niewiele osób tam dociera.
Jak się okazuje nie takie sekretne, trochę osób tam było, mimo trudnego dostępu. Otóż dojście na tą plażę dla osób z lękiem wysokości może być trudne, ponieważ idzie się wzdłuż klifu, a następnie trzeba z niego zejść.
Mężczyzna w informacji na Cabo da Roca powiedział, że to około 30 minut spacerem, ale to nieco dłuższa podróż. Uwierzcie, że warto tam dojść, a jeśli się wybierzecie proszę: nie zakładajcie japonek. My byliśmy przygotowani, bo wiedzieliśmy, ale po drodze spotkaliśmy nawet osoby w klapkach na koturnie, albo nawet na boso.

Prawie jak w bajce Disneya

Sintra to zdecydowanie jedno z tych miejsc, które baardzo chciałam zobaczyć. Wydaje się być takie magiczne.

Dobra rada dla osób, które mają zamiar się tam wybrać autem: bądźcie tuż przed 9:30, znajdziecie miejsce parkingowe i nie stracicie połowy dnia na stanie w kolejce. 

Palácio Nacional da Pena

Na miejsce polecam dostać się Uberem, dzięki temu zaoszczędzicie czas wchodząc na sam szczyt, ominiecie kolejki i zejdziecie w kolejne miejsca. Teraz rzecz, która mnie zaskoczyła: w tym pałacu najbardziej podobały mi się sufity. Nigdy nie wiedziałam czegoś podobnego.


Pałac Pena stoi na jednym ze szczytów Sintry, zdecydowanie rzuca się w oczy, bo jest bardzo kolorowy. Mieliśmy szczęście na piękne widoki i chodzenie w chmurach. 



Castelo dos Mouros
Ruiny Zamku Murów, to jedna z najstarszych zachowanych fortec w Portugalii. Wizyta w tym miejscy była bardzo ekscytująca, najlepsze widoki i niepowtarzalna atmosfera. Moje ulubione miejsce.

Quinta da Regaleira

Pierwszym właścicielem tej posiadłości był brazylijski milioner, właściciel plantacji kawy. Musiał być to zwariowany człowiek, bo w porównaniu (nawet z) Pałacem Pena jest dziwny. Przeogromny ogród w którym znaleźć można studnie i podziemne labirynty.


Ostatnia dobra rada na koniec, ponieważ naszła mnie taka refleksja. Myślę, że Sintra jest jeszcze piękniejsza jesienią, kiedy nie ma tak wielu turystów.

Chcielibyście się znaleźć w takim bajowym miejscu?


6 komentarzy:

  1. Cudne zdjęcia i świetna wyprawa :) W przyszłym roku Portugalia jest ma mojej mapie podróżniczej :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam całym sercem, niebawem więcej relacji na blogu i FB :)

      Usuń
  2. Ja w Portugalii nie miałam okazji być (jeszcze), natomiast byli tam moi rodzice i część z opisanych przez Ciebie miejsc miałam okazję zobaczyć na ich fotografiach. Pięknie tam i na pewno jest to kraj godny turystycznej uwagi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie warty uwagi, ale (tak jak w każdą wycieczkę) trzeba bardzo dobrze zaplanować taki wyjazd.

      Usuń
  3. Piękne widoki i na pewno miałas okazję poczuć się jak w bajce <3

    OdpowiedzUsuń