poniedziałek, 11 czerwca 2018

Miałam napisać, że na chwilę znikam

Bywam. Ostatnio wszędzie bywam, poza pracą, bo tam jestem, a nawet JESTEM. Przez dłuższą chwile czułam, że nie panuję nad sytuacją, że ziemia osuwa mi się stóp i nie dam sobie rady.
Wstaje najpóźniej o 6:45, wracam do domu najwcześniej o 18:45, oczywiście pod warunkiem, że nic nie muszę załatwić po drodze, a zazwyczaj muszę, wtedy próg mieszkania przekraczam równo 20:55. I jakoś żyję, są ludzie, którzy mają gorzej. Niech to będzie pocieszenie.

To nie było na poważnie

Kilka dni temu, czując zimny powiew Narnii z klimatyzatora w pociągu, pomyślałam: ustawię na chwilę status: zaraz wracam. Po czym ocknęłam się i puknęłam w głowę, no bo dlaczego niby mam rezygnować. Mimo zmęczenia w oczach nie zrezygnuje z siebie i tego co lubię robić. Przecież blog jest właśnie po to, abym mogła rozładować miedzy innymi te emocje, a nie tylko potrzebę pisania. Utknęłam między presją, statystykami i presją. Statystyki, od dawna mi wiszą, ale presja, którą nakładam na siebie w wielu obszarach mojego życia bywa ciężka do zniesienia. Nie chcę być słaba, nie chcę być odbierana za niekonsekwentną. 

Ciągle czegoś szukam/y

Przecież tak właśnie jest. Wiecznie dążymy do: bogactwa, lepszej pracy, lepszej figury, znalezienia partnera na całe życie, posiadania psa, kota lub chociaż rybki. Co trzeba robić w  życiu, aby w końcu być szczęśliwym? Czy można to szczęście czerpać mając spoko pracę i fajnych ludzi wokół siebie? A może aby je poczuć musi być brokat i fajerwerki na torcie? 

A idź Pan w cholerę

Brokat się mnie nie trzyma, od fajerwerków boli mnie głowa, a presja stała się częścią mojej codzienności. Jak łatwo jest powiedzieć: po prostu ucinaj, zostaw za drzwiami, nie gadaj, nie myśl. Pstryknij palcami i skup uwagę na tym co jest teraz. TUTAJ.  Słyszeliście na pewno o haśle work, life, balance. Oczywista korporacyjna oczywistość. Temat modny od miliona lat i zleżały jak podgrzewany kotlet ze świąt. Bo przecież wielu pracodawców już dawno postanowiło zadbać o zdrowie psychiczne pracowników, by nie tylko żyło się im lepiej, ale przede wszystkim by realizacja była zrealizowana. Zaproponowali: elastyczne godziny pracy, możliwość pracy zdalnej, pakiety medyczne i sportowe. No i fajnie i my to bierzemy, bo jak dają to łapiemy wszystko. Szkoda tylko, że z taką bezmyślnością, im więcej tym lepiej, tym niby lepszy komfort pracy. Brak równowagi między życiem zawodowym, a prywatnym nie powstał w wyniku bałaganu na Twoim pulpicie, ani przez szefa, który godzi się na wiele by wyjść  na przeciw Twoim oczekiwaniom. To się zaczęło o "tu" w Twojej głowie. To Ty (i ja też) nie zamykasz drzwi przed zakończoną na dziś pracą. To Ty (i ja też) logujesz się do służbowej skrzynki kilka godzin po zakończeniu pracy, albo kilka godzin przed rozpoczęciem. A może tak zostaw wiadomość, która wpłynęła o 16:59, skoro ktoś wysłał ją tak późno to może zaczekać na swoją kolej następnego dnia. A może zostaw ten problem, odejdź od niego, nabierz dystansu albo zamiast dusić w sobie wypowiedz na głos - wiesz, że wtedy wszystko nabiera perspektywy. 

A idź Pan w cholerę, bo pogonię z kijem

Łatwo powiedzieć. Wiem, sama mówię: zostaw, niech poczeka do jutra, na dziś koniec, tak nie można żyć, a z drugiej strony sama nie raz słyszę: podobno skończyłaś pracę na dziś?! I tu nie chodzi o to, żeby przekonać Cię do zmiany. TO WSZYSTKO JUŻ BYŁO. Poczytaj w internecie ile jest porad na temat work, life, balance. Na prawdę, zaśmiewam się temu w twarz. Bardziej chcę Cię  zainspirować do życia  bardziej efektywnego. Jakkolwiek to dla Ciebie brzmi. Do świadomości codziennych małych, wielkich chwil, do radości, lub po prostu do pozwolenia sobie na poczucie smutku, czy zagubienia, na pewno wyciągniesz wnioski. Do czucia, a nie mechanicznego działania.
Do brzegu!

Nie musisz mieć idealnego, instagramowego życia. Już dawno się na tym złapałam i ulżyło mi, że to do cholery mój wybór. Bardzo proszę, podpiszmy się pod tym wspólnie. Nie udawaj, że wszystko jest dobrze, kiedy ślesz w głowie piękną wiązankę k***. Jak chcesz to płacz, możliwe, że się oczyścisz - mi pomaga. Przestań nakładać na siebie niezdrową presję. Musimy, Ty i ja nauczyć się odróżniać poczucie obowiązku od chorego dążenia do perfekcji. Ja się o to postaram już dziś by jutro nie obudziło mnie pogotowie pukające do drzwi. Proszę wystawmy sobie receptę w której jedynym zaleceniem jest ŻYCIE piękne, z bliskimi i z samymi sobą. 

niedziela, 27 maja 2018

Śniadanie mistrzów - tosty francuskie

Powolne sobotnie i niedzielne poranki spędzam ostatnio z bosymi stopami i szklanką lodowatej wody. Mimo wolnego, wstaję wcześnie rano by cieszyć się wolnym dniem jak najdłużej. Lubię poranne, weekendowe rytuały: odsłonięcie okien, uczucie zimnych płytek na balkonie, podlewanie hortensji i krótka rozmowa z paprotką. 

Czerpię z wolnych poranków każdą słodką chwilę, przygotowuję posiłki na które w tygodniu nie ma czasu, a nawet jak jest, to najzwyczajniej nie mam siły.  Dlatego w wolne dni musi być inaczej, wolniej i często słodko. Dziś na śniadanie szef kuchni Małgorzata Bulejowska poleca:

Tosty francuskie
Składniki na jedną porcję:

2 kromki chałki z kruszonką
2 jajka
3 łyżki jogurtu naturalnego
1 łyżeczka Nutelli
cukier puder i cynamon do posypania
łyżka płatków migdałów
1 łyżeczka masła do podsmażenia

Przygotowanie:
Jajka rozbełtaj w misce. Na patelni rozpuść masło, a następnie maczaj chałkę w jajku i smaż aż się zarumieni z obu stron. 
W miseczce wymieszaj jogurt z Nutellą. Ciepłe tosty polej sosem czekoladowym, posym cukrem pudrem, cynamonem i migdałami. To na prawdę prościzna!
Następne Śniadanie mistrzów będzie wytrawne, obiecuję!

sobota, 26 maja 2018

Life update - co nowego?

Cześć, to znowu ja Bulejowska! 

Kliknij w zdjęcie i dowiedz się co u mnie słychać :)
Chcecie więcej takich nagrań?